Moje życie przez te 9 miesięcy zmieniło się, i to bardzo. W pewnym sensie wróciłam do punktu wyjścia. czyli do momentu kiedy nie znałam Kuby, Adriana czy Karola. Tak więc we wrześniu wszystko zaczęło się psuć. Moi rodzice nie wiem skąd ale dowiedzieli się o tym że byłam w ciąży i usunęłam. Przez co zabronili mi wyjeżdżać z Kubą, ale tak naprawdę to zabronili mi wszystkiego. Mogłam tylko chodzić do szkoły, co do fajnych się nie zaliczało. Wiadomo że zawszę mogłam wkręcić im że zostaje dłużej w szkole, czy cos takiego. Ale to było za mało czasu. Zaczęliśmy z Kuba oddalać się od siebie. On jeździł na zawody, imprezował. A ja, musiałam siedzieć do domu. Nie wiedziałam co on robi jak jest beze mnie. Ciągle byłam zestresowana. W szkole tez nie szło mi najlepiej. Po prostu w końcu to liceum i już tak łatwo nie było jak poprzednio. Każdy dzień był identyczny. I już chyba wolałam chodzić do szkoły niż siedzieć całe weekendy w domu. Zaczynałam już wariować. Nie wiedziałam co ja mam robić. Dużo płakałam. I w tamtych momentach strasznie żałowałam, że nie urodziłam tego dziecka. Bo nawet jeśli i tak bym nigdzie nie mogła wychodzić to miałabym je. Z Kubą utrzymywałam tylko kontakt przez telefon. Ale ile tak można, wiedziałam że nie wystarczam już jemu. I w sumie to się nie dziwiłam, przecież on jest 5 lat starszy ode mnie. W wieku 21 lat chce się mieć dziewczynę z która można będzie robić wszystko, a nie tylko gadać przez tel czy pisać na fejsie.
Na pewien listopadowy wieczór rodzice zostawili mnie samą. Zaprosiłam Kubę. Chciałam ostatni raz poczuć jego ciało we mnie, miękkość jego ust. Po prostu chciałam ostatni raz, taki na pożegnanie, żebym mogła go zapamiętać. Po całym tym moim ‘pożegnaniu’ widziałam na jego twarzy szczęście, ale nie wiem czy było ono związane z tym co przed chwilą robiliśmy czy po prostu cieszył się że mnie widzi. Nie mogłam powiedzieć mu prawdy, że kończę to bo nie chce żeby on się męczył. Może po prostu bałam się że to prawda, ale wtedy wolałam myśleć że nie odszedłby i dalej się męczył. Wiec powiedziałam mu że już go nie kocham. Było to moje największe kłamstwo w życiu. Mówiąc mu ze to już koniec, że już nic więcej do niego nie czuje łzy płynęły mi strumieniami. Nie chciałam żeby to zobaczył wiec mówiłam do niego stojąc tyłem. Nie chciałam żeby zapamiętał płaczącą, wolałam żeby pamiętał mnie jako wiecznie uśmiechniętą i radosną. Taką która potrafiła cieszyć się z każdej chwili. Mówiąc mu że go już nie kocham robiłam to z miłości. On nie wiedząc do końca co powinien w tej sytuacji zrobić, ubrał się i wyszedł. I gdy usłyszałam jak zamykają się drzwi moje serce pękło. Nie byłam w stanie robić nic innego niż leżeć i płakać.
I było tak cały czas, wychodząc do szkoły ‘zakładałam’ maskę szczęśliwej osoby. Wiedziałam że jedna osoba w klasie jest w stanie załatwić mi jakiś jakiś narkotyk, było mi obojętne co to będzie byle by nie trawa. Chciałam coś co można bez dużego zamieszania wziąć. Na drugi dzień miałam już biały proszek. Jak tylko wróciłam ze szkoły wzięłam. Było mi dużo lepiej. Gdy tylko przestawał działać prałam znów. Wtedy moje życie z czarno-białego zmieniało się na lekko kolorowy, nawet nauka szła mi wtedy lepiej. I tak dzień w dzień brałam. Strasznie schudłam, nigdy nie byłam gruba raczej szczupła, ale wtedy wyglądałam jak trup. Byłam blada, miałam podkrążone oczy, włosy bez blasku, a każdy ruch był dla mnie ogromnym wysiłkiem. Zaczęła się wiosna wiec moi rodzice znów zaczęli wyjeżdżać, zauważyli że i tak nie mam z kim się spotkać, a nawet jak doris do mnie przyjdzie to ona jest nieszkodliwa. Moja koleżanka diler, zaczęła zauważać ze coraz bardziej staje sie narkomanką. I powiedziała ze już nie załatwi mi, bo nie chce przyczynić sie do mojej śmierci. Byłam załamana. Mogłam pozwolić sobie na przeleżenie paru dni w łóżku, bo rodziców nie było. To były na prawdę ciężkie dni. I gdyby rodzice nie wrócili to chyba bym przestała chodzić do szkoły. Lecz po 5 dniach musiałam się pozbierać i wrócić do normalnego życia. Za jakiś czas były matury czyli tydzień wolnego. Moi rodzice akurat tez wyjechali. I Doris udało wyciągnąć mnie na miasto. I jak tak sobie szłyśmy to w pewnym momencie zorientowałam się ze prowadzi mnie ona w stronę skateparku. Na początku nie chciałam tam iść. Nie wiedziałam jak miałabym zachowywać się w stosunku co do Kuby. Ale w końcu zgodziłam się. Jak przyszłyśmy to akurat wszyscy jeździli. Więc usiadłyśmy sobie na ławce. Pierwszy przyjechał Adrian. Przywitał się, był naprawdę miły. Zaraz podjechali inni chłopcy. Zaczęli gadać ze dawno nas nie było i rożne takie. Miałam już dość. Byłam wykończona. Przez tak długi okres nigdzie nie wychodziłam, oprócz do szkoły. A tu nagle tyle ludzi i jeszcze muszę z nimi gadać i udawać ze jestem szczęśliwa. Po jakiejś godzinie podjechał nawet Kuba. Przywitał się tak jakby wcześniej miedzy nami nic nie było. Więc ja tez się tak zachowywałam. Była już 20 i chodź nie musiałam już wracać to chciałam. Doris chciała jeszcze zostać więc poszłam sama. Jak odchodziłam Kuba jeździł więc się z nim nawet nie pożegnałam. Następnego dnia znów tam poszłyśmy. Czułam się już lepiej. Co wszyscy zauważyli. Wiedziałam ze dalej kocham Kubę. I moja pustka w środku wypełniała się gdy jestem blisko niego. Przez całe te wolne chodziłam codziennie na skatepark. W pewnych momentach czułam się dokładnie tak jak rok temu, ale tylko gdy byłam tam, z ludźmi. Ale gdy wracałam do pustego domu, znów płakałam. Z tego co gadali chłopacy Kuba stał się zupełnie inny niż kiedyś. Nie powiedział im prawdy że z nim zerwałam, po prostu jak pytali się o mnie to nie odpowiadał. Co weekend upijał się do nieprzytomności, i spędzał prawie każda noc z inną. Jak to usłyszałam zabolało mnie to, ale przecież czemu miałabym mieć mu to za złe, w końcu nie byliśmy razem. Lecz zrobiło mi się smutno. Tak bardzo chciałam żeby wróciło to co było kiedyś, po prostu nie wytrzymywałam już psychicznie. W pewnym sensie moje życie było takie jak dawniej, tylko sprawy związane z Kuba były inne. postanowiłam być silna, i nie poddawać się. W końcu to że kuba mnie nie chce nie może być końcem świata. Moim rodzicom przeszła już ochota na pilnowanie mnie, i sprawdzanie co robię. Widziałam ich średnio jeden dzień w tygodniu. Cały czas ich nie było, ale zaczynało mi to odpowiadać. Był tylko jeszcze jedne minus, moi rodzice postanowili obserwować moje wydatki. A ja potrzebowałam kasę na fajki czy alkohol. Miałam trochę odłożonych pieniędzy ale zaczynały się już kończyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz